Kodex 5 to dopiero zajawka

kodex 5

Gdybym chciał napisać choć po jednym zdaniu o każdym artyście występującym na albumie, wyszłabym swoiste wypracowanie. Jedno jest pewne. Nie ma ani jednej osoby na płycie Kodex 5, która nie byłaby zachwycona i zajarana rapem chyba od zawsze. Po kolei. Pierwsi artyści na płycie? WHR, czyli Magiera i laska otwierają swoje przedstawienie i zapraszają do białego domu. Pierwsi wchodzą Buszu, Sitek i Don Guralesko.

Dwóch pierwszych, młodych i gniewnych w asyście trzeciego, największego. Gurala nie trzeba nikomu przedstawiać. Dalej Kękę i swojskie rapy, Paluch, WSRH, PIH, TAU, Quebonafide, Bonson, Pokahontaz, Grubson, W.E.N.A., VNM, Siwers, Gedz, HuczuHucz, Sobota, Kajman, Rena.

Nie ma sensu wymieniać dalej. Prościej byłoby wymyślić choć jedną ksywkę, której nie znaleźlibyśmy na płycie. Kodeks V., jest tak samo dobry, treściwy i dobry jak wszystkie poprzednie części płyty. Na okładce płyty stoi człowiek, mężczyzna. Stoi jakby na dachu, pod jego stopami rośnie miasto, a on patrzy, jakby w nostalgii. O czym myśli? Nad czym się zastanawia? O tym posłuchamy włączając projekt do odsłuchu. Zasiedli wszyscy. Imprezę czas zacząć.

„Piątek 13” Kaen w masce

kaen_piatek

Człowiek, w swoim życiu przechodzi wiele różnych etapów: niemowlęctwo, dziecięctwo, młodość, dorosłość, starość. Podobnie jest z gatunkami ulubionych filmów. Najpierw oczywiście bajki, potem baśnie i filmy familijne. Gdzieś tak, około piętnastego roku życia człowiek fascynuje się horrorami. Na pewno wszyscy to znacie – Piątek 13, przerażające maski, Halloween, Martwe zło, Martwica mózgu..

Można wymieniać w nieskończoność. Może dlatego płyta Kaen Piątek 13 tak dobrze się kojarzy, przynajmniej mnie, tym bardziej, że maska była dodawana do płyty w wersji preorderowej i niejeden fan ma możliwość ją założyć. Na płycie  „Piątek 13” Kaen wyraża wiele, zarówno poprzez swoje flow, jak i przez teksty.

W tytułach dominuje nastrój grozy – Spójrz w lustro, Zwyrodnialcy, Patrzą na ręce, Pitbull, Kartka z pamiętnika. Oprawa graficzna też wygląda jak kadr z filmu z dreszczykiem. Na okładce zmierzch, środek lasu, jesień, ponieważ zauważyć można wyschniętą trawę. Pod drzewem stoi nasz artysta – w kurtce, z pobrudzonymi ziemią dłońmi. Nie odsłonił swojej twarzy – zakrywa ją czarna maska, symbol, sygnatur artysty.

VNM „Propejn” czyli po raz trzeci leci

 

vnm_propejn

Chyba każdy go zna  – charakterystyczny flow, śpiewane refreny, przygrywki. Nasz swojski VNM, czyli Tomasz Lewandowski  z Elbląga, bawi się w rapy już od 2007 r.,

Chyba znacie jego wcześniejsze albumy: Elbląg Bejbi, De Nekst Best, Etenszyn: Drimz kam tru, przedostni album VnM Propejn oraz ostatni Klaud N9jn. Wróćmy jednak do VNM Propejn, bo to chyba jedna z lepszych płyt artysty.

Na krążku znajdziemy 13 utworów, większość z nich jest powszechnie znana. Już na pewno każdemu słuchaczowi rapsów obiły się o uszy nutki takie jak: Zapiekanki, Obiecaj mi, Znów dobrze, czy Blizna. Z tej ostatniej raper jest znany w półświatku muzycznym.

Bardziej znany jest jednak ze stylu, który wyrobił sobie przez lata warsztatu. Nie będę długo skupiał się na tych szczegółach, najważniejszy w rapie jest przede wszystkim przekaz, a ten można określić w jednym zdaniu: dzieciak zawsze szukaj siebie. Moim ulubionym w ogóle kawałkiem VnMa jest ten, który nagrał na płycie Goodlife Szopsa.

Artysta rapuje o tym, jak mija mu życiu na chlaniu, cierpieniu z tęsknoty i ciągłym gonieniu za marzeniami. Jest tam takie ładne zdanie: jednych jara to, że za 10 lat będą opłacać dziecku czesne, mnie jara to że nie wiem co w moim życiu będzie za miesiąc. Są także charakterystyczne refreny i pod śpiewki, które nasz raper uwielbia. Z VNM jest trochę tak, jak z ulicznikami – albo się ich kocha, albo się ich nie myśli.